O algorytmach Google nieco

Posted by

Jestem mrówką, która wykonuje pracę dla tych potężniejszych. Najczęściej niezbyt mi znanych. Piszę teksty SEO. To wiem z mej umowy. Wiem, czego się ode mnie oczekuje w mej twórczości dla firmy. Ale do czego tak w zasadzie służą teksty SEO? Nie wiem. Czy to przeszkadza mi dobrze pracować? Nie, skoro ciągle mi płacą. Kiedy może mi to zacząć przeszkadzać? Gdy mam swego bloga i chcę go wypromować. Jak zadbać o należytą oglądalność strony? Na ten temat wiedzą najwięcej właśnie specjaliści od SEO.

           Każdemu, kto ma stronę zależy, by była ona jak najwyżej w wynikach wyszukiwania w Google. W tym celu płaci się pieniądze za linki reklamowe. Jak każdy użytkownik sieci, wiem doskonale, że omija się takie linki szerokim łukiem, chyba że… akurat piszę tekst SEO i trzeba sprzedać w nim dobrze zleceniodawcę. I to tak, by całość brzmiała „niereklamowo” i wiarygodnie. Stąd moja działalność w blogach pisanych na zlecenie.

        Ja się pisze dobry tekst SEO? Magiczne słowo numer 1: fraza. Musi powtórzyć się cytowana dosłownie bądź jako peryfraza z określoną częstotliwością. Drugie magiczne słowo: wydźwięk. Jeżeli piszę na zlecenie znanego mi producenta, w mniej lub bardziej zawoalowany sposób, ale maksymalnie pozytywnie dla jego produktu. Takie pisanie daje gwarancję, że czytający ten „niereklamowy” tekst w sieci nastawi się jak najbardziej przyjaźnie do tego, co jest w zakamuflowany sposób reklamowane. A jak zyskać sporą ilość potencjalnych czytelników? Oczywiście wysoko windując tekst w wyszukiwarce. Za pomocą wystarczającej ilości kluczowych słów, czyli fraz. Rzecz w tym, że Google takie praktyki usiłuje torpedować. Jak?

                Policjanci Google nastawieni na tropienie praktyk SEO mają całkiem sympatycznie brzmiące pseudonimy: Panda, Pingwin, Koliber. Ta trójca służy do tego, by wyszukiwać strony serwujące reklamowy spam. Co później z nimi? Wiadomo, spadek w wysokich poziomów w wyszukiwarce i uziemienie.

                I tak – Panda sprawdza współczynnik odrzuceń strony. Jeżeli jest on wysoki, bo –dajmy na to – serwujecie na niej wtórne treści, skopiowane z innych źródeł bądź nietrudno u Was o teksty bardzo niskiej jakości – Panda to wytropi. I zepchnie Waszą stronę niziutko w wynikach wyszukiwania. Oczywiście ludzie z Google uzasadniają zastosowanie Pandy dobrem internauty – wielkie serwisy, które stać jest na promowanie strony rozmaitymi narzędziami okupują czołowe miejsca w wyszukiwarkach. Panda ma służyć temu, by wesprzeć małe i nieznane przedsiębiorstwa, których strony mają przebić się na do tej pory niedostępne dla nich miejsca w wyszukiwarkach. Czy rzecz się uda? Nie wiadomo. Specjaliści z branży SEO mają przecież swoje pomysły na to, jak Pandzie zaradzić.

Jakie jest zatem na nią remedium? Najprościej brzmi: wysoka jakość tekstów oraz niezbyt nachalna obecność reklam. I tu pojawia się wyjaśnienie, czemu ciągle płaci mi się za teksty pisane po raz fyfnasty i tysięczny „na tę samą frazę”. Mają być oryginalne i niepowtarzalne. No i są. Nawet jeśli w warstwie semantycznej serwują to samo – Panda tego nie odkryje, strona zachowa swoje wysokie miejsce w wyszukiwarce. Cel zrealizowany. A które małe przedsiębiorstwo na to stać?

                Pingwin tropi inną praktykę pozycjonowania strony. System Wymiany Linków Reklamowych – praktyka, której celem jest znów osiągnięcie wysokiej pozycji strony w wyszukiwarkach. Niemniej sposób na osiągnięcie tego celu jest inny: ma to umożliwić wymiana linków reklamowych z innymi stronami, co dokonywane jest na zasadzie określonych umów: może to być pozyskanie korzyści finansowych lub rzeczowych za linkowanie, może być umieszczanie linków na zasadzie wzajemności na partnerujących sobie stronach, itd. Google nieustannie ulepsza algorytmy służące wykrywaniu tego procederu i takim algorytmem jest właśnie Pingwin. Skupia się on na tym, by zbadać jakość linków prowadzących na daną stronę. Jeżeli zostaje wykryta nienaturalność, świadcząca o korzystaniu z procederu wymiany linków, Google nakłada karę. W efekcie, nawet jeżeli metoda ta pozwala w szybkim tempie wywindować stronę wysoko w wyszukiwarkach, w równie szybkim tempie może spowodować utratę tych wysokich poziomów. I sposobów na to brak – jedynym wyjściem jest… niewymienianie linków.

                Czym zaskoczyć ma Koliber? Ten algorytm wykazuje prawdziwe rozumienie synonimów i kontekstu wyszukiwania treści. W ten sposób precyzyjnie kieruje użytkownika ku konkretnym poszukiwanym treściom, bez wrzucania mu w wyniki przypadkowych treści. Co istotne – jeżeli podana jest lokalizacja, Koliber kieruje nawet uwzględniając miejsce, w którym przebywa dany użytkownik sieci. W związku z tym każdy, kto dąży do jak najlepszego wypozycjonowania swej strony, powinien w niej uwzględnić znaczniki semantyczne pomagające wyszukiwarce zrozumieć jej treść. O której wysoką jakość też zresztą warto zadbać, by Koliber nie był źródłem problemów z pozycją strony w wyszukiwarce.

                Co pozostaje jednak dla pozycjonerów problemem ciągle aktualnym? Oczywiście aktualizacje algorytmów, takie jak ta ostatnia, majowa. Zaktualizowana została Panda oraz inny, równie istotny algorytm, Payday Loan 2.0. O zastosowaniu tej pierwszej była mowa już wyżej. Co do Payday Loan 2.0., to algorytm ten odpowiada za walkę z najbardziej pełnymi spamu frazami kluczowymi. A konkretnie, najczęściej dotyczącymi finansów oraz przemysłu pornograficznego. Pierwsza aktualizacja tego akurat algorytmu miała miejsce rok temu.

                Oczywiście takie niespodzianki Google powodują sporo zamieszania w wynikach wyszukiwania i poruszają dość mocno środowisko pozycjonerów. Potem sytuacja się stabilizuje i trwa to czas jakiś – aż do nowych konszachtów przedstawicieli Google, dzięki którym… na pewno nie zabraknie mi pracy. Teksty oryginalne, wartościowe treściowo i odpowiednio windujące stronę zainteresowanego klienta – zawsze w cenie!

Podobne wpisy

Nie dodano jeszcze komentarza.

Dodaj komentarz

Udowodnij, że jesteś człowiekiem - przepisz tekst z obrazka

Przepisz kod z obrazka

Powered by WP Robot