Opowieść inspirowana faktami
Cztery akty o tym, co się dzieje, gdy stronę od agencji odbiera się na słowo. Zaufanie, kłopoty, dokument i rachunek — plus błędy, które agencje powtarzają jak mantrę.
Klient patrzy na szatę graficzną
„Wygląda świetnie. Czysto, nowocześnie. Klientom się spodoba."
Klient widzi tylko to, co na ekranie. Kolory, zdjęcia, logo. Nikt nie klika „wyświetl źródło strony" podczas odbioru.
Agencja zapewnia — wyraźnie
„Wszystko jest OK. Bezpiecznie, sprawnie, testowane. Możesz nam ufać."
Klient ufa i podpisuje
„To w porządku. Dziękuję. Podpisuję odbiór."
Tego samego tygodnia, 3:12 w nocy
Boty nie pytają o piękną szatę. Skanują boczne wejścia — masowo, bez wyboru ofiary. Zapomniana podstrona testowa, otwarty panel logowania, hasło ze starego wycieku. Wystarczy jedno trafienie.
Wersja deweloperska strony zostaje otwarta po wdrożeniu — z panelem logowania i domyślną stroną serwera. Boty znajdują ją w kilka dni.
Logowanie bez ograniczeń adresów IP i bez drugiego składnika. Wystarczy jedno hasło z dowolnego wycieku.
Strona oddawana z wersjami sprzed miesięcy. Znane luki są publicznie opisane — razem z gotową instrukcją ich wykorzystania.
Dane dostępowe zostają w kodzie albo w plikach widocznych z zewnątrz. Każdy, kto zajrzy, ma klucze do całego mieszkania.
Backup — jeśli w ogóle istnieje — leży na tym samym dysku co strona. Awaria lub atak bierze wszystko naraz.
Nikt nie wie, co zainstalowano, kto ma dostęp i kiedy robiono aktualizacje. Przy incydencie zaczyna się zgadywanie, nie reagowanie.
Twoja strona stoi obok dziesiątek innych. Wirus u jednego sąsiada rozprzestrzenia się na wszystkich — bez Twojej winy i wiedzy.
Nikt niczego nie sprawdził, więc „było dobrze". Bez protokołu i kryteriów odbioru każda wada dzieła wygląda jak pech.
Scenariusz A · podstrona testowa
Boty skanują miliony domen pod kątem zapomnianych wersji testowych. Trafiają na twoja-domena.pl, wchodzą domyślnym hasłem i podmieniają stronę na sklep z podróbkami. Google oznacza domenę jako niebezpieczną. Klienci widzą czerwone ostrzeżenie zamiast Twojej oferty.
Scenariusz B · hasło ze starego wycieku
Hasło do Twojego panelu wyciekło lata temu z zupełnie innego serwisu. Bot sprawdza je na Twojej stronie o 3:12 w nocy. Pasuje. Baza klientów jest pobierana po cichu — dowiadujesz się miesiąc później, od zdenerwowanego klienta.
Scenariusz C · zainfekowana wtyczka
Przestarzała wtyczka dokleja do strony niewidzialne linki do serwisów hazardowych. Ty tego nie widzisz na ekranie — widzi to Google. Pozycje wypracowywane latami spadają w dwa tygodnie, a odzyskanie zaufania wyszukiwarki trwa miesiącami.
Scenariusz D · wyciek danych
Dane klientów wyciekają przez otwarty panel. RODO daje Ci 72 godziny na zgłoszenie do urzędu. Bez dokumentacji zabezpieczeń urząd widzi zaniedbanie, nie wypadek — a zaniedbanie ma swoją taryfę.
Scenariusze poglądowe. Żadna z opisanych sytuacji nie jest opisem realnego incydentu ani żadnej konkretnej firmy.
Włamywacz — to on ma problem
Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do systemu, podlega karze. Zgłoszenie na policję, logi serwera jako dowód. Ale jego sprawa nie zamyka Twojej.
Właściciel strony — RODO, wyciek
Administrator danych odpowiada za bezpieczeństwo — nawet gdy kod pisała agencja. Naruszenie to zgłoszenie do urzędu, powiadomienie klientów i ryzyko kary.
Agencja — mniej. Chyba że masz dokument
Bez raportu z audytu agencja powie: było dobrze, zepsuło się samo. Z dokumentem w ręku działa art. 637 KC — rękojmia, wada dzieła, obowiązek naprawy.
Urząd nie zwleka
„Wszczynamy postępowanie. Proszę o dokumentację zabezpieczeń."
Raport z audytu — każde znalezienie ma dowód
Nie opinia, nie domysł. Zrzut ekranu, nagłówek, data. Wykonawca dostaje listę usterek z kryterium naprawy — jak w protokole odbioru mieszkania.
Agencja naprawia — na piśmie
Każda usterka: naprawiona albo nie. Bez „chyba działa". Po 14 dniach re-test potwierdza wszystko po kolei — punkt po punkcie, z datą i wynikiem.
Odbiór podpisany — tym razem z pokryciem
Dopiero teraz podpis ma pokrycie. Zaufanie plus papier — to się nazywa spokój.
Co dokładnie dostajesz
1. Raport z audytu — usterki, dowody, kryteria naprawy.
2. Przekazanie wykonawcy — lista gotowa do podpięcia pod rękojmię.
3. Re-test po naprawach — potwierdzenie punkt po punkcie.
4. Protokół — dokument, z którym podpisujesz odbiór.
12 · Strona
10–30 tys. zł
Tyle kosztuje strona, której nikt nie sprawdził. Płacisz drugi raz — za naprawę, odzyskiwanie pozycji i nerwy.
13 · Audyt
Kilka set złotych
Audyt wdrożeniowy przed podpisaniem odbioru. Ułamek ceny strony.
14 · Kara RODO
Do 20 mln EUR
Albo 4% rocznego obrotu — górna granica kary za niedostateczne zabezpieczenie danych osobowych.
15 · Efekt
Święty spokój
Dokładniej: dokumenty, re-test i podpisany odbiór. Spokój to efekt uboczny.
Nawet nie kasę.
Święty spokój.
Kara urzędowa to wiersz w tabeli. Utrata zaufania klientów, pozycji w Google i snu — tego się nie wpisuje do faktury.
Ile kosztuje audyt wdrożeniowy strony?
Kilka set złotych — ułamek ceny samej strony. Dokładna wycena dopiero po rzucie okiem na stronę: najpierw patrzymy, potem wyceniamy, nie odwrotnie.
Ile trwa audyt wdrożeniowy?
Sama analiza to kilka dni roboczych. Potem wykonawca ma 14 dni na poprawki i wykonujemy re-test, który potwierdza każdą naprawę punkt po punkcie.
Czy potrzebujecie dostępu do serwera lub panelu?
Nie. Badanie jest pasywne: patrzymy na stronę dokładnie tak, jak widzi ją każdy bot i każdy klient — z zewnątrz. Bez haseł, bez logowania, bez ingerencji w cokolwiek.
Co dostaję na piśmie po audycie?
Raport z dowodami na każdą usterkę, listę z kryteriami naprawy gotową do przekazania wykonawcy, re-test po poprawkach i protokół, z którym podpisujesz odbiór.
Napisz, zanim agencja wręczy Ci protokół. Opowiemy, jak wygląda audyt Twojej strony: co sprawdzamy, co dostajesz na piśmie i ile to trwa. Bez zobowiązań.